rozgrzeszenie Shadowhunters


Były czasy, kiedy bardzo psiaczyłam na ten serial. Wspominałam już na Kocich Wąsach, że "Dary Anioła" maja specjalne miejsce w moim serduszku i ogólnie mam do nich duży sentyment, więc jestem w stanie przymknąć oko na wszystkie przesłodzone sytuacje albo niedociągnięcia w książce.
Kiedy mniej więcej rok temu wyszło "Shadowhunters", napisałam na Kocich Wąsach negatywną opinię. Pół roku później ją usunęłam. A teraz idę w drugą stronę.

Nie zrozumcie mnie źle, serial nie jest jakiś niesamowity i głęboki, to proste paranormal romance. Całkiem przyzwoite jak na ten gatunek. I pamiętajcie, że to dopiero pierwsze dwa sezony, a poziom miedzy nimi to niebo ziemia, serio. Byłam tak zawiedziona, gdy zobaczyłam pierwsze kilak odcinków, że musiałam pluć jadem na blogu.  Drugim sezonem jestem zadowolona. Do pierwszego sezonu "Teen Wolf" podchodziłam kilka razy, był o k r o p n y. Ale z sezonu na sezon było lepiej i teraz szósty, ostatni, łamie mi serce na każdym kroku i nie wstyd mi go polecać. Taką samą przyszłość wróżę "Shadowhunters".

Po pierwsze gra aktorska. Krzywiłam się cały czas, kiedy Katherine McNamara odgrywała najbardziej nierealistyczne upadki, jakie widziałam i chodziła ciągle z pół uchylonymi ustami. Lily w filmowej wersji "Darów" też jakoś specjalnie się nie popisała, ale przynajmniej była wiarygodna. Tak samo Jamie Campbell Bower. Uwielbiam tego człowieka. Jako aktora, modela, muzyka. Zastąpienie go w serialu Dominicem uważałam wręcz za degradację postaci. Reszta jak reszta, ale byłam pewna, że Dom i Kath będą mi psuć cały serial, a grają przecież moje OTP. Masakra. A teraz, po drugim sezonie, muszę przyznać, że ta dwójka najbardziej się wrobiła. Serio, jest dobrze w porównaniu z początkiem. Rozpracowali swoją gamę emocji i potrafią wykonywać naturalne ruchy przed kamerą. idziemy w dobrą stronę!

Efekty specjalne też wyszły na plus w drugim sezonie. Wymieniono ekipę za nie odpowiedzialną. Nie mogłam znieść tych żelowych bram i serafickich ostrzy, które wyglądały jak zabawkowe miecze Jedi. Plus runy były za duże i wyglądały jak blizny i tu rozumiem, każdy może mieć własnie wyobrażenie. Dla mnie zawsze były to pełne gracji zawijasy przypominające tatuaże z henny. Runy w drugim sezonie nadal są za duże, ale przynajmniej wyglądają lepiej graficznie.

Serial różni się od książki, ma punkty wspólne i rozbieżne. Ale, szczerze mówiąc, nie chciałabym oglądać czegoś, co już znam słowo w słowo. To nie byłoby tak interesujące. A w takiej wersji jaką dostaliśmy, relacje postaci nadal są intrygujące. Nie wierzyłam, że to kiedyś powiem, ale one naprawdę wyszły dobrze. A jak poczytałam sobie o nich analizy na tumblrze to już w ogóle. 

Dobra, tylko ja czytam analizy scen z serialu na tumblrze. Ale ogólnie drugi sezon serio wyszedł dobrze na tle pierwszego. Czekam na sezon 2B, zapominam o pierwszym i cieszę się tym, co mamy teraz i miłą, otwartą na fanów obsadą (tak, to też jest dla mnie duży plus, ale nie wszystkich to interesuje, więc nie wspomniałam o tym wyżej).

Zdjęcia z porównaniami wzięłam z grupy Serialomaniak na facebooku. 



2 komentarze :

  1. Ooo...to może warto wrócić do tego serialu. Pierwszy sezon oglądnęłam przewijając połowę scen i nawet nie miałam zamiaru zaczynać drugiego, ale skoro coraz więcej jest pozytywnych opinii o tym, to może warto do tego wrócić. W końcu wiele seriali ma słabe pierwsze sezony :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, to nie wskoczyło na jakiś niesamowicie wysoki poziom, ale zdecydowanie milej się ogląda, więc polecam!

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka