Dwanaście książek na dwanaście miesięcy


Styczeń - "Mara Dyer"
Styczeń to trochę depresyjny miesiąc. Wraca się do szkoły, wszystkiego ma się dość, jest błotnisto i zimno, i ten chłód czuje się w duszy. Dlatego, przynajmniej dla mnie, to czas na trochę mroczną książkę. A jeśli nie ma się ferii - na mroczne paranormal romance, bo to trochę lżejsza literatura zwykle, ale nadal tajemnicza. A moje ulubione paranormal romance to "Mara Dyer". Książka zagadkowa i całkiem dobrze napisana. I dla mnie ogromnym plusem jest wykorzystanie motywu archetypów.

Luty - "Eleonora i Park"
Luty rymuje się z walentynki! Plus to trochę depresyjna odwilż po styczniu. Więc uno: książka miła i lekka, i dos: romantyczna. "Eleonora i Park" to nie jest najbardziej górnolotna historia jaką czytałam, ale jest zdecydowanie miła. A luty to czas na po prostu miłą książkę.

Marzec - "Alicja w krainie czarów"
MARCOWY ZAJĄC. To był mój główny argument do wybrania tej książki, przepraszam. Szczerze mówiąc to teraz mamy marzec, a ja mam tyle nauki ile nie miałam w całym moim życiu i myślę, że niedługo trafi mnie szlag przez to. Nie mam czasu przeczytać w ogóle lektury, a tym bardziej jakiejś innej książki dla przyjemności. Więc no, marzec nie rymuje się z czytaniem. Dziękuję.

Kwiecień - "Duma i Uprzedzenie"
Ciężko mi skonkretyzować dlaczego tak. Może dlatego, że w kwietniu wszystko się już budzi, dni stają się dłuższe, a życie przyjemniejsze. I ta książka jest przyjemna. Bale, powściągliwe romanse i blade uśmiechy kojarzą mi się z kwietniem.

Maj - "Dwór Cierni i Róż"
Akcja "Dworu Cierni i Róż" toczy się na Dworze Wiosny, w którym panuje... no, wieczna wiosna. Główna bohaterka pływa w jeziorze, maluje w kwiecistych ogrodach, jej przyjaciele jeżdżą na polowania. Dwór Wiosny jest Dworem Majowym i nikt mi nie wmówi, że nie.

Czerwiec - "Król Kruków"
"Król Kruków" to jedna z moich ukochanych książek, aż dziwne że nigdy jeszcze tu o niej nie mówiłam. Jest tajemnicza i naprawdę świetnie napisana, a relacje między postaciami to złoto. Jeśli miałabym uprościć fabułę, to główni bohaterowie po prostu starają się pogodzić badanie starożytnych linii mocy, szukanie grobowca walijskiego króla i zaliczenia z łaciny (same moi drodzy, czuję wasz ból z łaciną). Są jedna nogą w szkole, a drugą w magicznym lesie, przynajmniej w pierwszej części. I w sumie (metaforycznie) tak będzie wyglądał mój czerwiec.

Lipiec - "Aż po horyzont"
W trakcie wakacji główna bohaterka ma po prostu sfinalizować kwestię przeprowadzki z jednego wybrzeża Ameryki na drugie, a całkiem spontanicznie jej przejazd zmienia się w niezorganizowaną podróż.

Sierpień - "Lato drugiej szansy"
Również wakacyjna powieść, ale w porównaniu z "Latem drugiej szansy" bardziej statyczna. Tutaj mamy do czynienia z podrożą w głąb siebie i przebaczeniem. Pisałam o niej przy okazji okropnych okładek (tu!), bo chociaż okładki i "Lata drugiej szansy" i "Aż po horyzont" sugerują oklepane powieści ya, książki są naprawdę miłe i wyśrodkowane, nie do końca poważne, nie do końca niewymagające.

Wrzesień - "Byliśmy łgarzami"
Książka tajemnicza i równocześnie lekka. Ha, jak już pewnie zauważyliście określenie "lekka i miła książka" wkrada mi się często, ale to po prostu mój typ. Akcja dzieje się po pierwsze na wyspie, a po drugie w wakacje, ale wrzesień to jeszcze klimat post-wakacyjny. Nie dajcie się zwieść pozorom, jakie tworzy ta książka. Bla bla, zagubiona okłamywana przez rodzinę nastolatka. W połowie następuje szokujący przełom, który sprawia, że wszystkie drobne elementy nabierają sensu. A czytelnik płacze.

Październik - "Cyrk Nocy"
"Cyrk Nocy" jest magiczny. Niesamowita, działająca na wyobraźnię książka o wieloletnim pojedynku anonimowych magów uwięzionych przez tę konkurencję. Areną jest cyrk. Najbardziej niesamowity cyrk jaki możecie sobie wyobrazić, który pojawia się i znika, a otwiera tylko w nocy.

Listopad - "Koralina"
Listopad jest depresyjny, przygnębiający i trochę przerażający. Tak jak "Koralina". Dlaczego ktokolwiek kiedykolwiek nazwał "Koralinę" książką dla dzieci? Bałam się to czytać jak miałam sześć lat i teraz jak mam szesnaście też się boję.

Grudzień - "Will Gryson Will Gryson"
Grudzień aż się prosi o książkę o świętach. Niespodzianka! Grudzień to nie tylko święta, ale samo poczucie radości i spokoju, które się z nimi wiążę. A z radością i spokojem kojarzy mi się ta powieść. "Will Gryson Will Gryson" to moja ulubiona książka Johna Greena, którego styl w tym wypadku świetnie koliduje ze stylem Davida Levithana. Akcja powieści dzieje się w zimowych Chicago, ale mało jest w niej zimy, a dużo przyjaźni i pozytywnej energii.

Post krótki, przepraszam was za to, ale ekhm, punkt marzec </3 Autorką tagu jest Ann, a zdjęcie mam z tego tumblra. Macie jakieś swoje książki kojarzące się z danym miesiącem? Szczerze mówiąc, kilka z wymienionych musiałam wymyślić, ale mam sporo typowo listopadowych książek. Żal, smutek, przygnębienie i tak dalej.

2 komentarze :

  1. Ciekawy pomysł. Chyba sama muszę sobie zrobić taką listę. Tylko, że ja lubię kryminały, więc byłoby "12 kryminałów w 12" miesięcy ;) A i tak przeczytanie książki zajmuje mi maksymalnie 3 dni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę tempa x: mam tyle nauki aktualnie, ze to bardzo dobrze, jeśli czytam jedną książkę miesięcznie ;-;

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka