Książki skrzywdzone oprawą graficzną

Oceniamy książki po okładce. Kalkulacja jest prosta - jeśli wydawnictwo uzna książkę za naprawdę dobrą, taką, która może im przynieść spory zysk, chce ją jak najlepiej zaprezentować, więc wykłada trochę więcej na okładkę, żeby była naprawdę intrygująca i przyciągała wzrok. Byle jaka okładka, to prawdopodobnie byłe jaka książka.

Najbardziej boli mnie jednak, że bywają super książki, których okładki z daleka krzyczą "tanie wydanie, słaba książka, omijaj szerokim łukiem". A to zdecydowanie nieprawda!

Patrząc na tytuł "Lato drugiej szansy" i na "HENRY+TAYLOR 4EVER" na odwrocie w życiu nie przeczytałabym tej książki gdyby nie to, że mam sentyment do jej autorki (polecam gorąco Morgan Matson). Ogólnie całość sugeruje letni romans, powrót do przeszłości, godzenie się z dawnymi przyjaciółmi i wrogami bla bla bla... Nic nie wskazywałoby na to, że to ładnie napisana, przemyślana książka z naprawdę ciekawymi postaciami. Romans nie jest w niej najważniejszy, ale zniszczona i naprawiona potem rodzina. Serio, nie szaleję specjalnie za rodzinnymi dramatami, ale ta książka do mnie trafiła. Łatwo udzielały mi się emocje Taylor.
Jednak kiedy mimo wątpliwości kupiłam tę książkę, przez kolejny rok stała na półce zapomniana. I to z winy  "HENRY+TAYLOR 4EVER", serio, tak mnie to odrzuciło...

"Morze Spokoju" pochodzi z tej samej "serii  pastelowej" co "Lato drugiej szansy". Ciężko mi o niej trochę pisać, bo czytałam ja kilka lat temu, ale na zawsze zapamiętam, jak ogromne wrażenie na mnie wywarła. To subtelna opowieść o dwójce wrażliwych młodych ludzi, którzy myślą, że nie dbają o nic. Bardzo lubię dobrze napisane historie złamanych ludzi, którzy odnajdują jednak szczęście i spokój, a to jedna z moich ukochanych powieści w tym klimacie. Jest dokładnie tak, jak mówi napis na okładce (okropny czerwony napis na fioletowej okładce) "Ta książka złamie ci serce i sklei j na nowo". Ciągle szukam czasu, żeby do niej wrócić. No a szata graficzna mówi sama za siebie, tak jak cała seria pastelowa. Ogólnie "Morze spokoju" to mój flagowy przykład powieści skrzywdzonej okładką, serio. Cierpię przez nią od lat, ale teraz przebił ją Achilles.




"Achilles. W pułapce przeznaczenia" to mój ból tej jesieni. Jezu co to ma być. Co wam sugeruje ta okładka i tytuł? Prosta książka dla mężczyzny w średnim wieku niezaangażowanego w literaturę, powieść o dzikich wojownikach i walce. Książka z takim tytułem nie może być zbyt ambitna.
Tymczasem w oryginale nazywa się "Pieśń Achillesa" i jest bardzo subtelna, kochana. To retelling "Iliady" i opowiada o więzi i romansie Achilelsa i Patroklosa (moje mitologiczne OTP, odkąd przeczytałam o nich artykuł na homopedii półtorej roku temu). Walki i krwi jest w tym niewiele, to bardzo smutna książka, przez wiele lat obaj bohaterowie żyli z miażdżącą świadomością zbliżającego się końca, a obserwowanie ich ostatecznego upadku złamało mi serce. Książka jest cudowna, ale nie przyciąga niestety odpowiednich odbiorców. Zastanawiam się, czy nie iść do introligatora z tą książką i poprosić o obłożenie jej w skórę i wygrawerowanie oryginalnego tytułu.


Trzynasty tom i/lub pierwszy tom prequelu Zwiadowców (różnie się mówi o tej książce) jest przeznaczony dla osób, które dawno już zatraciły się w świecie stworzonym przez Johna Flanagana, ale gdyby miała to być oddzielna książka, nie sądzę, by przyciągnęła wielu czytelników. Ale ogólnie powieść jest bardzo dobra, to taki powrót do starej formy po kulawej części dwunastej. Jakkolwiek by ta seria nie wyglądała, bardzo się cieszę, że ją mamy. Na początku nie chciałam jej czytać, bo bałam się, że będzie tak samo przerażająco przeciętna co dwunasty tom i oddzielna seria powiązana ze Skandią. Jestem bardzo wdzięczna mojej parabatai za to, że kupiła mi ją na urodziny, bo mogłam się przekonać o własnym błędzie. Teraz czekam na kolejny tom prequelu i mam cichą nadzieję, że w zielonych odcieniach będzie trochę ładniejszy, bo się brzydko uzupełnia z kanoniczną pierwszą serią. 


Pierwsze i najważniejsze: jestem kompletnie oddana Cassandrze Clare, to moja ukochana pisarka, mam do niej ogromny sentyment i podziwiam świat przedstawiony, jaki zbudowała. Amerykańskie okładki wszystkich są naprawdę piękne. Kupiłam też dodatki po angielsku i po polsku i moim ulubionym są zdecydowanie "Kroniki Magnusa Bane'a". Przykro mi troszeczkę, że ta okładka ze wszystkich książek Clare jest zaprezentowana najsłabiej. Postać wygląda nie tyle nienaturalnie, bo taki chyba był zamiar, ale sztucznie. Z resztą chyba nie istnieje żadna okładka z takim przybliżeniem twarzy, która jest naprawdę dobra. Opowiadania są absolutnie perfekcyjne i ta okładka naprawdę mogła być lepiej wyeksponowana, ale to jak ze Zwiadowcami - fani i tak kupią. 





To pięć najsmutniejszych książek na mojej półce. Macie jakieś swoje cuda, które powinny wyglądać jak cuda, a nie wyglądają? A jeśli kiedyś zastanawialiście się nad kupnem książek powyżej wymienionych i ostatecznie odłożyliście je na półkę, wróćcie po nie. 

9 komentarzy :

  1. Wypowiem się tylko o Zwiadowcach.
    (ciekawe dlaczego, c'nie?)
    W Polsce główna seria miała okładki projektu inny niż oryginalny, natomiast przy Wczesnych Latach zrezygnowali z własnych projektów. Do pierwotnych okładek pasuje idealnie!
    Jednak zgadzam się z Tobą - niezależnie od okładki fani i tak przeczytają, bo przyciąga hasło "Halt w młodości". I dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak dorzucę jeszcze zdanie o Clare - moim zdaniem ze wszystkich jej okładek do DA wieje kiczem. Magnus odróżnia się tylko tym, że na okładce jest portret.

      Usuń
  2. Z wymienionych wyżej książek czytałam jedynie Zwiadowców, ale ten tom nie podobał mi się tak, jak poprzednie.
    Na swojej półce nie mam wiele jakiś szczególnie brzydkich książek. Więcej jest tych, które mają naprawdę ładne okładki, lecz zawodzą treścią.
    Swoją drogą, kiedyś natrafiłam gdzieś w internecie na listę najbrzydszych okładek książek, niekoniecznie dobrych. Jedną z pozycji była książka Zombie szop pracz i mordercze króliczki. Oprawa graficzna to totalna masakra. Ale w tym wypadku, już po tytule wiadomo, czego się spodziewać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre okładki fanfików na wattpadzie jest lepiej zrobionych niż "Zombie szop pracz i mordercze króliczki". Parsknęłam śmiechem, jak to zobaczyłam XD

      Usuń
  3. Ach, świetne książki skrzywdzone fatalnymi okładkami, skąd ja to znam. I potem zakrywam okładkę dłonią w miejscu publicznym, żeby się jej nie wstydzić :)
    Mi akurat okładki ,,Darów Anioła" jakoś szalenie nie podobają, chyba, że mówimy o drugim wydaniu, w Stanach jest teraz. Ooo :D Piękne są. Te, które mamy u siebie, są w miarę okej, ale mnie nie powalają. No a te poprzednie...
    ...
    Nie.
    No wiesz, te takie pierwotne, polskie. Pierwsze wydanie. To bolało. Nawet bardzo. Zwłaszcza ,,Diabelskie maszyny". Ach, to tak bardzo bolało...
    Na mojej półce najgorzej wygląda chyba ,,Akademia wampirów". Mam okładkę filmową, ale oryginał też jest koszmarny. Wygląda jak jakiś harlequin, no i jeszcze ten tytuł... a książka bardzo fajna, z tego co pamiętam, nie skończyłam całej serii, ale swego czasu się zaczytywałam. Fajna historia, z ciekawymi relacjami, napakowana akcją i humorem, z badassową główną bohaterką. Niezła rzecz, serio.
    Okładki ,,Sagi księżycowej" też są fatalne. Jakiś pomysł był, ale nie wyszedł, tym bardziej, że oryginalne okładki są przepiękne. Mam nadzieję, że we wznowionym wydaniu zachowają oryginały, jeśli się uda, a jeśli nie, no to może chociaż zrobią lepsze ;)
    I zobacz sobie okładkę ,,Międzypiekla". Moje oczy krwawią. Ale to Novae Res, więc co się w sumie dziwię.
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o Boże, "Międzypiekło" wygląda jakby postacie były z Simsów. Okropieństwo :") Mój faworyt jeśli chodzi o okładki to dzieła graficzne Poligrafa, wyższy poziom painta. Ale uważam, że okładki są tam warte treści, więc...
      Jeśli chodzi o polskie okładki Darów Anioła, są okropne. Okropneokropneokropne.

      Usuń
  4. To ja od siebie dorzucę polskie, nieserialowe wydanie Pieśni Lodu i Ognia. Te ilustracje na okładkach, ta czcionka ;-; Wyglądają jak takie niszowe fantasy leżące w małej księgarni z tanimi książkami gdzieś, gdzie trafiliśmy przypadkiem. W dodatku kompletnie do siebie nie pasują.
    Podobnie nie widziałam w Polsce ładnego wydania Władcy pierścieni i Hobbita. Chyba wydawcy faktycznie wychodzą z założenia, że fani przecież i tak kupią... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo Władcę Pierścieni to widziałam nieraz bardzo ładne fancy wydania, ale z Pieśnią Lodu i Ognia to się zgadzam x: mam zamiar kupić serialowe...

      Usuń
  5. O nie, faktycznie te książki dostały paskudne okładki :(

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka