christmas bucket list

Święta są za miesiąc, nareszcie! Znaczy się, prawie nareszcie, ale miesiąc to już tak bliziutko. Kocham święta i właściwie od początku listopada nie myślę o niczym innym. Także moja ekscytacja i miłość to wszelkiego rodzaju list odbiją się na kolejnym poście. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz napisałam coś, co nie było wypunktowane mniej lub bardziej wyraźnie.
W każdym razie, ostatnio na Pitereście i Tumblrze przechodziłam przez bardzo wiele świątecznych postów i połowa z nich to były listy rzeczy do zrobienia przed świętami. Ostatecznie skleciłam własną.

✫ Pójdę na łyżwy.
A już nawet byłam. I mam zamiar chodzić przynajmniej raz w tygodniu do zamknięcia Zimowego Narodowego w Warszawie. Niedawno zaczęłam oglądać Yuri on Ice i to najbardziej urocze i zabawne anime jakie widziałam od bardzo dawna. Podbiło moje serduszko i zaraziło mnie łyżwiarstwem.

✫ Stworzę świąteczną playlistę.
Tworze nową co rok, chociaż wiele piosenek się dubluje. Zawsze pojawia się jakieś milion świątecznych interpretacji piosenek z Glee. Kocham kocham kocham. A propos Glee...

✫Zrobię rewatch wszystkich świątecznych odcinków
Głównie chodzi o Glee, Toradorę i Kucyki Pony. Czekam również na odcinek specjalny Miraculous. Przewidziałam to, co będzie się w nim działo w moim poście o Miraculous i chociaż bardzo chętnie pominęłabym zakumowanego Mikołaja, bardzo ekscytuję się muzyczną aranżacją.

✫Załatwię mojemu kotu świąteczne wdzianko
Prawdopodobnie mnie za to znienawidzi, a ja będę musiała oddać nerkę, żeby jeszcze na to się wykosztować, ale będzie warto.

✫Będę piec pierniki
Nie umiem piec. Nie lubię lukru. Ale mam zamiar stworzyć najpiękniejsze oryginalne pierniczki dla wszystkich moich przyjaciół i patrzeć, jak będą się z nich śmiać, kiedy je dostaną.

✫Postaram się przeczytać jeszcze raz "W śnieżną noc".
Mam bardzo mało czasu ostatnio i prawie w ogóle nie czytam, ale tę książkę muszę wcisnąć w grafik przed świętami. Jest taka urocza, kochana i napisana z pomysłem i oczywiście jak najbardziej w klimacie świąt.

✫Napiszę świąteczne opko
Właściwie to mam pomysł an trzy, ale ze wszystkimi się nie wyrobię, więc pewnie znów pojawią się w randomowym czasie, tak jak "Śnieżynki", które wstawiłam na nie ufaj pisarzowi w środku wakacji, ale one nie były stricte świąteczne.
O wow, właśnie zdałam sobie sprawę, że na tamtym blogu nie pojawiło się nic od pół roku.

✫Zainwestuję w świąteczny sweter i skarpety z reniferami
Za to zapłacę drugą nerką.

✫Wyślę moim znajomym świąteczne kartki.
Bardzo bym chciała upolować tak słodziutkie z Krainą Lodu.

✫Ulepię bałwana.
Bardzo bym chciała, ale... Śnieg w Warszawie na święta, haha.

✫Pieniądze za trzecią nerkę wydaj na prezenty.
Kocham wymyślać i dawać prezenty, więc prawdopodobnie jeśli dostanę od familii jakieś pieniążki na urodziny (które są jutro, proszę mi składać życzenia) to kupię za nie masę prezentów dla rodziny i przyjaciół. Ogólnie dla mamy prezent kupiłam już w lipcu.

To by było na tyle, biorąc pod uwagę fakt, że pomijam punkt "zaliczę ten semestr" bo nie chcę sobie psuć chemią takiej pozytywnej listy. Jest coś, co wy chcielibyście koniecznie zrobić przed świętami? O, i możecie polecić mi jakieś świąteczne filmy, bo robimy z rodzicami listę do obejrzenia.



Książki skrzywdzone oprawą graficzną

Oceniamy książki po okładce. Kalkulacja jest prosta - jeśli wydawnictwo uzna książkę za naprawdę dobrą, taką, która może im przynieść spory zysk, chce ją jak najlepiej zaprezentować, więc wykłada trochę więcej na okładkę, żeby była naprawdę intrygująca i przyciągała wzrok. Byle jaka okładka, to prawdopodobnie byłe jaka książka.

Najbardziej boli mnie jednak, że bywają super książki, których okładki z daleka krzyczą "tanie wydanie, słaba książka, omijaj szerokim łukiem". A to zdecydowanie nieprawda!

Patrząc na tytuł "Lato drugiej szansy" i na "HENRY+TAYLOR 4EVER" na odwrocie w życiu nie przeczytałabym tej książki gdyby nie to, że mam sentyment do jej autorki (polecam gorąco Morgan Matson). Ogólnie całość sugeruje letni romans, powrót do przeszłości, godzenie się z dawnymi przyjaciółmi i wrogami bla bla bla... Nic nie wskazywałoby na to, że to ładnie napisana, przemyślana książka z naprawdę ciekawymi postaciami. Romans nie jest w niej najważniejszy, ale zniszczona i naprawiona potem rodzina. Serio, nie szaleję specjalnie za rodzinnymi dramatami, ale ta książka do mnie trafiła. Łatwo udzielały mi się emocje Taylor.
Jednak kiedy mimo wątpliwości kupiłam tę książkę, przez kolejny rok stała na półce zapomniana. I to z winy  "HENRY+TAYLOR 4EVER", serio, tak mnie to odrzuciło...

"Morze Spokoju" pochodzi z tej samej "serii  pastelowej" co "Lato drugiej szansy". Ciężko mi o niej trochę pisać, bo czytałam ja kilka lat temu, ale na zawsze zapamiętam, jak ogromne wrażenie na mnie wywarła. To subtelna opowieść o dwójce wrażliwych młodych ludzi, którzy myślą, że nie dbają o nic. Bardzo lubię dobrze napisane historie złamanych ludzi, którzy odnajdują jednak szczęście i spokój, a to jedna z moich ukochanych powieści w tym klimacie. Jest dokładnie tak, jak mówi napis na okładce (okropny czerwony napis na fioletowej okładce) "Ta książka złamie ci serce i sklei j na nowo". Ciągle szukam czasu, żeby do niej wrócić. No a szata graficzna mówi sama za siebie, tak jak cała seria pastelowa. Ogólnie "Morze spokoju" to mój flagowy przykład powieści skrzywdzonej okładką, serio. Cierpię przez nią od lat, ale teraz przebił ją Achilles.




"Achilles. W pułapce przeznaczenia" to mój ból tej jesieni. Jezu co to ma być. Co wam sugeruje ta okładka i tytuł? Prosta książka dla mężczyzny w średnim wieku niezaangażowanego w literaturę, powieść o dzikich wojownikach i walce. Książka z takim tytułem nie może być zbyt ambitna.
Tymczasem w oryginale nazywa się "Pieśń Achillesa" i jest bardzo subtelna, kochana. To retelling "Iliady" i opowiada o więzi i romansie Achilelsa i Patroklosa (moje mitologiczne OTP, odkąd przeczytałam o nich artykuł na homopedii półtorej roku temu). Walki i krwi jest w tym niewiele, to bardzo smutna książka, przez wiele lat obaj bohaterowie żyli z miażdżącą świadomością zbliżającego się końca, a obserwowanie ich ostatecznego upadku złamało mi serce. Książka jest cudowna, ale nie przyciąga niestety odpowiednich odbiorców. Zastanawiam się, czy nie iść do introligatora z tą książką i poprosić o obłożenie jej w skórę i wygrawerowanie oryginalnego tytułu.


Trzynasty tom i/lub pierwszy tom prequelu Zwiadowców (różnie się mówi o tej książce) jest przeznaczony dla osób, które dawno już zatraciły się w świecie stworzonym przez Johna Flanagana, ale gdyby miała to być oddzielna książka, nie sądzę, by przyciągnęła wielu czytelników. Ale ogólnie powieść jest bardzo dobra, to taki powrót do starej formy po kulawej części dwunastej. Jakkolwiek by ta seria nie wyglądała, bardzo się cieszę, że ją mamy. Na początku nie chciałam jej czytać, bo bałam się, że będzie tak samo przerażająco przeciętna co dwunasty tom i oddzielna seria powiązana ze Skandią. Jestem bardzo wdzięczna mojej parabatai za to, że kupiła mi ją na urodziny, bo mogłam się przekonać o własnym błędzie. Teraz czekam na kolejny tom prequelu i mam cichą nadzieję, że w zielonych odcieniach będzie trochę ładniejszy, bo się brzydko uzupełnia z kanoniczną pierwszą serią. 


Pierwsze i najważniejsze: jestem kompletnie oddana Cassandrze Clare, to moja ukochana pisarka, mam do niej ogromny sentyment i podziwiam świat przedstawiony, jaki zbudowała. Amerykańskie okładki wszystkich są naprawdę piękne. Kupiłam też dodatki po angielsku i po polsku i moim ulubionym są zdecydowanie "Kroniki Magnusa Bane'a". Przykro mi troszeczkę, że ta okładka ze wszystkich książek Clare jest zaprezentowana najsłabiej. Postać wygląda nie tyle nienaturalnie, bo taki chyba był zamiar, ale sztucznie. Z resztą chyba nie istnieje żadna okładka z takim przybliżeniem twarzy, która jest naprawdę dobra. Opowiadania są absolutnie perfekcyjne i ta okładka naprawdę mogła być lepiej wyeksponowana, ale to jak ze Zwiadowcami - fani i tak kupią. 





To pięć najsmutniejszych książek na mojej półce. Macie jakieś swoje cuda, które powinny wyglądać jak cuda, a nie wyglądają? A jeśli kiedyś zastanawialiście się nad kupnem książek powyżej wymienionych i ostatecznie odłożyliście je na półkę, wróćcie po nie. 

20 faktów o mnie

O nie. Znowu tag. Same zapychacze na tych Kocich Wąsach. Masakra. Aczkolwiek tag sympatyczny i blogerka sympatyczna również, nic tylko czytać! Na początku tych faktów miało być 50, ale kto chciałby to czytać.

1. Jestem kompletnie pokręconą kociarą. 
Wow, wcale tego nie widać po całym blogu.

2. Bardzo chcę pisać rozszerzoną maturę z łaciny.
Ale to dopiero za trzy lata, więc możemy przymrużyć oko na moją średnią 2,5 z tego przedmiotu na chwilę obecną.

3. Nie umiem robić koka.
To mój ból życia. Próbowałam milion razy i na milion sposobów.

4. Nienawidzę nienawidzę nienawidzę zimna. 
Klasyfikuję przez to zimę jako najohydniejszą porę roku mimo tego, że uwielbiam śnieg, święta i ferie.

5. Mam siedem razy więcej shipów niż przyjaciół.
Policzyłam! To jedyna matma do której jestem zdolna #human

6. Jestem Directionerką.
I strasznie mi wstyd z tego powodu, bo zespół jako zespół kocham, ale ten fandom i stereotypy o nim są okropne. Rok 2010: wszystkie fanki 1D to głupie dwunastolatki! Rok 2016: wszystkie fanki 1D to głupie dwunastolatki! Obalam mit. W każdej grupie społecznej są jakieś ameby, ale bez przesady. Boże to brzmi jakby dwunastolatki był synonimem do ameb, nie mam tego na myśli. Ale wiecie o co mi chodzi.

7. Jestem mistrzynią unikania obowiązków.
Właśnie teraz powinnam uczyć się na kartkówkę z podstaw przedsiębiorczości i odrobić pracę domową z matematyki i chemii. To dobry moment na pisanie posta.

8. Wyglądam na młodszą niż jestem. 
Metr pięćdziesiąt czystego uroku, od którego mnie już mdli, ale wszyscy i tak w kółko powtarzają "ale ty jesteś ssssłodka!".

9. Robię bardzo dużo list.
Lista rzeczy do zrobienia, do nauczenia, lista postów, które chce napisać, filmów które chcę obejrzeć i lista shipów, które kocham.

10. Kiedy spodoba mi się jedna piosenka, sprawdzam wszystkie. 
Moi przyjaciele nazywają to kultem jednostki. Kiedy spodoba mi się jedna piosenka artysty, sprawdzam całą jego dyskografię, potem wywiady i występy, czytam notatkę na wikipedii i tak dalej.

11. Uwielbiam My Little Pony. 
Przez co też często mi głupio, bo przecież tę kreskówkę oglądają albo małe dziewczynki albo starzy zboczeńcy. Za to nie wstyd przyznać się do Fineasza i Ferba (nie lubię). Kreskówka kreskówce nie równa.

12. Uwielbiam kaktusy. 
I uwielbiałam je zanim stały się "tamblerowe" czy coś. Od lat tworzę tę kochaną kolekcję, mam aktualnie dwadzieścia trzy kaktusy, bo kilka mi kot zabił. Zabił też moje palmy i aloesu.

13. Lubię bardzo retellingi. 
Szczególnie w postaci książkowej i płaczę, bo tak wielu nie wydano w Polsce.

14. chciałabym dawać dzieciom korepetycje.
Serio, to mega urocze i zawsze to jakieś doświadczenie - zarobek. Ale moja madre stwierdziła, że jestem niewystarczająco wyedukowana, żeby uczyć kogoś innego i chyba ma rację.

15. Kocham urodziny.
Moje, ale cudze bardziej. Cała konspiracja z organizowaniem urodzin i kupowaniem prezentu, a potem patrzenie, jak ktoś się z tego wszystkiego cieszy daje mi mega satysfakcję.

16. Jestem leworęczna. 
I nie byłoby w tym nic ciekawego gdyby nie fakt, że gdzieś w sierpniu leworęczni maja swoje święto (?) które nie wiem dlaczego moja rodzina celebruje.

17. Chciałabym pisać historie do filmów Disneya. 
Serio, zawsze jak pada pytanie, kim chcę  być to mówię, że pisarką i historykiem, ale moje małe marzenie to bycie członkiem zespołu, który tworzy historie do filmów animowanych Disneya.

18. Uwielbiam łapacze kurzu.
Serio, mam zagracony cały pokój, jestem mistrzynią zajmowania przestrzeni nie-bałaganem. Tylko łapaczami snów, pudełkami, figurkami, zdjęciami, rameczkami i innymi pierdołami. Jak doda się do tego moją kotomanię i zapominalstwo to wychodzę na typową babcię.

19. Spora część filmów męczy mnie po godzinie, dlatego oglądam je w dwóch połowach. 
To dlatego, że jestem przyzwyczajona do oglądania seriali, których jeden odcinek trwa do godziny własnie. (Nie zmienia to faktu, że jestem w stanie obejrzeć cały sezon w jedną noc i to mnie nie męczy)

20. Jestem okropnie roztrzepana osobą.
Okropnie.

Mój serial na jesień - Eyewitness

Powinnam pisać teraz recenzję wystawy na wok, ale ta recenzja jest ważniejsza. 

Nie oglądam thrillerów. Nie to, że ich nie lubię, ale porostu nie czuję ich klimatu, albo czasem są zbyt stresujące (tak, stresuję się na filmach). Eyewitness jest jednak moim małym wyjątkiem.

To norweski serial z 2015 roku, który został wykupiony przez amerykańskich producentów i właśnie ich remake (mogę to tak nazwać?) miał premierę szesnastego października tego roku i to tę wersję oglądam i o tej wam opowiem.

Głowni bohaterowie to Lukas Waldenbeck (po prawej) i Phillip Shea (po lewej), którzy mieszkają w małym miasteczku gdzieś tam w Ameryce. W teorii mają po piętnaście lat, ale ani ich zachowanie, ani aktorzy tego nie oddają, więc ten fakt możemy spokojnie pominąć. Teoretycznie mamy zarysowany podział na grupy społeczne, Lukas nigdy nie zadawałby się z kimś takim jak Philip i takie tam, ale troszeczkę to nie wyszło. Obcy chłopak nie nagrywałby wyczynów Lukasa na motocyklu, udostępniał ich na jego kanale, pił z nim piwo w domku nad jeziorem. Lukas nie całowałby kogoś obcego.
W takiej sytuacji zastali ich jacyś zbiedzy/ przestępcy/ mordercy. To wszystko potoczyło się tak szybko. Ale ostatecznie ktoś zginął, ktoś zapamiętał kurtkę Philipa, ktoś uciekł. Lukas oczywiście postanowił za nich obu, że nikomu o tym nie powiedzą, bo musieliby wtedy wyjaśnić, co i dlaczego robili (wcale nie?) a on się tego wstydzi. Nie zmienia to faktu, że jeden ze sprawców widział i zapamiętał kurtkę Philipa i będzie go szukał. W skrócie wpakowali się w szambo.
Serial nie skupia się tylko na tej dwójce, jest pani szeryf, która próbuje rozwiązać sprawę i ratować relacje z przybranym synem, jest agentka FBI, wdowa po agnecie FBI, morderca i jego nieletnia kochanka. Historie wszystkich tych postaci łączą się i ładnie przeplatają, ale najbardziej oczywiście urzeka mnie relacja dwóch głównych bohaterów. Phillip jest bardzo łagodny, bardzo stonowany. Lukas troszeczkę się miota, bo najpierw mówi "I'm not gay with you!" a potem całuje Philipa i ogólnie upiera się w dziwnych sprawach i jego reakcje często mnie zaskakują. Widać jednak, jak okropnie jest zagubiony i zdezorientowany. Nie wiem, co w nich jest takiego, ale robi mi się cieplej na serduszku. Poza tym, scena ratowania indyków (jakkolwiek by to nie brzmiało) doprowadziła mnie prawie do łez.
Ten serial ma tak jesienny klimat, że trudno mi to opisać. Miasteczko, jezioro, postacie, wszystko wydaje się szare, jakby niebo było wiecznie zachmurzone. Reżyser, który pracował nad Zmierzchem, pracuje właśnie nad Eyewitness, więc może to wam przybliży ten klimat, bo jest dosyć podobny. Ponury, ale jakby wyrwany z czasoprzestrzeni.


Podsumowując, serial mnie zaskoczył, nie spodziewałam się czegoś tak intrygującego. Kolejny odcinek jutro i nie mogę się już go doczekać, ale równocześnie trochę się stresuję co to będzie. Załączam zwiastun, gdybyście chcieli go zobaczyć. Linki zostawię na dole, bo też ciężko Eyewitness znaleźć online, ponieważ na razie wyszły trzy odcinki, a produkcja nie jest zbyt popularna, szczególnie w Polsce, ale pragnę dla niej całej uwagi internetu! Nie mam z kim się ekscytować.
Jeśli zdecydowalibyście się go obejrzeć, piszcie do mnie śmiało! Chętnie poznam wasze opinie.
https://ororo.tv/pl/shows/eyewitness
http://www.efilmy.tv/serial,1932,Eyewitness-2016.html
http://www.subsmovies.com/watch?movie=5670260s

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka