Książki dzieciństwa

Dziś rano bardzo nie chciało mi się wstawać z łóżka. Po pilota, książkę, telefon. Jedyne, co miałam przy sobie to pluszowy psiak, butelka wody i półka z książkami centralnie przede mną. Jakoś tak wyszło, że próbowałam chronologicznie uporządkować ich pojawianie się i doszłam do pozycji, które czytałam sześć, siedem lat temu i nagle nabrałam ochoty, żeby przeczytać je wszystkie jeszcze raz. Albo przynajmniej o nich napisać.
"Książki dzieciństwa" mogą być trochę mylące, bo nie chodzi tu o Kubusia Puchatka, Bajki Brzechwy czy Baśnie czarodziejskich kucyków, które pięcioletniej Agatce czytała mama do poduchy, ale o pierwsze pozycje, po które sięgnęłam sama. Przedstawiam wam więc moje najukochańsze książki z czasów klas 4-6. To był niesamowity początek, którego w tamtym czasie nie byłam świadoma.

Zew Krwi i Biały Kieł
Biorę te książki razem, bo są do siebie w sumie podobne i obie napisał Jack London. Pierwsza, o wiele mniej znana, jest moim zdaniem lepsza. Obie są niesamowite. Bardziej prozaicznie mówiąc - to studium psychiki psa. A tak naprawdę? To historie o lojalności, przyjaźni, sile woli i poszukiwaniu miejsca, do którego należymy.

Mój Kary
Historia Karego, który kolejno trafia w ręce różnych właścicieli, raz dobrych, raz złych. Uczy wrażliwości i naprawdę uderza w zasady moralne. Nawet jeśli wydaje wam się, że to nie jest książka dla was, od razu mówię - jest. Czytałam ją wiele razy i nigdy nie byłam w stanie powstrzymać łez. To coś więcej niż historia konia.

Bracia lwie serce
Dlaczego wspominam tylko te książki, nad którymi wylałam morze łez? Historia braci, którzy odnaleźli się po śmierci w niesamowitym miejscu, Nangijali, która stała się ich drugą, lepszą szansą. Będą musieli jednak o nią zawalczyć. Kiedy czytałam tę książkę, to był jeden z krótkich okresów, kiedy żałowałam, że w sumie nie mam rodzeństwa (potem mi przeszło). 

*brak jpg sorki*

Dzikie kury 

Niespodzianka! Na tym nie płakałam. Autorka ta sama, co Atramentowej Trylogii (Cornelia Funke polecam gorąco). Jeśli nie czytaliście tego w podstawówce, nie róbcie już tego. Ze wszystkich pozycji, które wymieniłam, ta naprawdę, naprawdę jest dla dzieci. Historia dwóch konkurujących klubów, chłopców i dziewcząt, które łączą swoje siły by ratować.. kury. W swoim czasie bardzo mnie to bawiło. O, w dodatku przywódcy klubów byli jednym z moich pierwszych shipów (w kolejnych tamach byli parą, spojler). 


Hobbit i Władca Pierścieni 
Znów razem, bo to w sumie jedna historia. Wszyscy to akurat znają, prawda? Wyobraźcie sobie taką scenkę. Dziesięcioletnia dziewczynka siedzi w środku nocy z tomiszczem tysiąc dwieście stron i ryczy, bo to tomiszcze jest najpiękniejszą rzeczą na świecie. To ja. 


Atramentowa Trylogia 
Książki o... książkach. I o tym, jakie są magiczne - czasem dosłownie magiczne. Atramentowa Trylogia ma niesamowity świat przedstawiony, nietuzinkowe postacie i ogólnie jest wspaniała. Chciałabym powiedzieć o niej coś więcej, ale tylko tyle pamiętam. Żałuję, że nie miałam okazji przeczytać jej ponownie.

Są książki, do których mamy nieśmiertelny sentyment, nie ważne, czy są dobre czy nie. Książki, które rozpoczęły coś niesamowitego, albo które dobrze nam się kojarzą.
Od jakich pozycji wy zaczęliście czytać? I błagam, powiedzcie, że czytaliście powyższe książki, nie mogę znaleźć nikogo, z km mogłabym o nich porozmawiać. 

6 komentarzy :

  1. jestem ciekawa tych z na prawdę wczesnego dzieciństwa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tolkiena czytałam, a Atramentową Trylogię przeczytałam niedawno <3
    Książkę, którą najlepiej pamiętam to Dzieci z Bullerbyn, które czytałam w drodze do Włoch. No i jeszcze O psie, który jeździł koleją i Anaruk chłopiec z Grenlandii. Do dziś pamiętam jak robiliśmy w klasie wywiad z Anarukiem, za którego przebrała się moja koleżanka, a ja robiłam kamerę z pudełka, które całe pomalowałam na czarno, a potem wszystko naokoło było czarne.
    Ach te wspomnienia...

    OdpowiedzUsuń
  3. Pokrywa nam się Atramentowa trylogia i Bracia lnie serce :D Dobry pomysł na post.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach, a więc ktoś jeszcze czytał od dzieciństwa, nie jestem osamotniona <3
    Pamiętam, jak czytałam Braci Lwie Serce na lotnisku. Bardzo ciekawa książka, w ogóle Astrid Lindgren to chyba autorka mojego dzieciństwa!
    Atramentowa Trylogia to cudeńko, jedna z najoryginalniejszych powieści dla dzieci-młodzieży, z niesamowitym pomysłem - czytałam wiele razy.
    Hobbita czytałam nawet nie wiem kiedy, ale pokazał mi go dziadek - książka podobała mi się, ale mnie nie zauroczyła, i dopiero w zeszłym roku sięgnęłam po Władcę pierścieni. Było warto, i choć nie jest to moja ukochana książka, to naprawdę podziwiam maestro Tolkiena za stworzenie takiego świata!
    Jako dziecko zaczytywałam się również w Opowieściach z Narnii, Ani z Zielonego Wzgórza (całej serii), powieściach Ożogowskiej i Chmielewskiej, wielokrotnie czytałam też książki Frances Hodgson Burnett :)
    Swoją drogą, świetny pomysł na post!

    OdpowiedzUsuń
  5. Brzozu, jak ja ryczałam, przy "Braciach Lwie Serce"... Bardzo ożywczy post swoją drogą!
    Tolkiena opowiadała mi siostra, sama przeczytałam dopiero w gimnazjum, ale i tak znałam wcześniej całą fabułę (i pisząc całą mam na myśli CAŁĄ. serio, oglądałam filmy i wypominałam błędy scenarzystom, chociaż nie miała książki w dłoni).
    A Cornelię Funke wielbię całym serduchem!

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyjaciel wesołego diabła książka naprawde wciąga może nie od początku ale jest ciekawa i z humorem nie pami3tam kto jest autorem, ale za to dobrze pamiętam okładkę- jasnozielona z żółtym diabełkiem takim sympatycznym-polecam :-)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka